| Chiny,Tybet i Nepal - Strona 2 |
| Moje podroze | ||||
JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
Hard seats- to twarda sprawa choć siedzenia miękkie ale ludzi full i te stojące miejsca to w korytarzu pomiędzy siedzeniami ludzi też full. Szczęśliwie dotarłyśmy do celu i hostelu, na dworcu poznałyśmy Melisse- zakręcona Amerykanka która od roku mieszka w Chinach i mówi po chińsku - pisze o tym bo mam wrażenie ze się jeszcze pojawi w naszych relacjach . Do Liasy ?no way to go? bez permitu - a na to trzeba czekać z 10 dni i są b.duże problemy ale właściciel hostelu w Xining - (również Amerykanin) zaproponował nam wizytę w kilku małych miejscowościach tuz przy granicy z Regionem Tybetu i tam będzie można lepiej poczuć klimat o który nam chodzi. I w taki sposób znalazłyśmy się w Xiahe - urocza górska miejscowość, w następnej miejscowości do której będziemy jechały będzie można jeździć konno!!!! superowo. Następnego dnia jeździłyśmy rowerami po Xining - niezła przygoda a wieczorem kolacja z Melisa - niezłe przeżycie, gdyż zaprosiła nas na typowe chińskie jedzenie , okazuje się ze do knajpki można przyjść z własnym winem -nawet ci je otworzą. A tzw. hot pot chiński okazał się naprawdę rewelacyjny. Sorry za te ochy i achy ale w końcu zaczyna mi się podobać w Chinach!!! Pekin nie jest moim ulubionym miejscem jednak. Trochę jest problem z dostaniem się do Kathmandu - bo w tej sytuacji zostaje tylko samolot z Chengdu - a to dodatkowy koszt ok. 1200 z ale odejmując koszty via train i opłaty za permity itp to koszt wzrasta o ok.600 zł. Asia szuka jeszcze innego rozwiązania w necie wiec zobaczymy co z tego wyniknie. Trochę nie pisałam bo w Chinach naprawdę blokada na neta, nie udało nam się wjechać do samego regionu Tybetu ale byliśmy w okolicy, w pięknych górach gdzie wspięłyśmy się na 5000 mnpm - oczywiście tam nie ma szlaków. Nocowaliśmy u tybetańskiej rodzinki która nauczyła nas kilka slow po tybeańsku np. okazało się ze gucci ;))- to pies podwórkowy - ciekawe czy zwolennicy tej marki o tym wiedza ;))) Mimo tak uroczych klimatów i naprawdę pięknych ludzi - zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Czuć tam jednak kontrole chińska na każdym kroku i gdy w końcu udało nam się dolecieć do Katmandu (musiałyśmy trochę zweryfikować plany ale okazało się ze mamy śródlądowanie w Lhasa -stolicy Tybetu -szkoda ze Chińczycy nic nam o tym nie mówili wcześniej -ale to inna historia) Już na lotnisku w Katmandu poczułyśmy się jak w dosłownym raju - uśmiechnięci życzliwi ludzie, ceny ok a do tego każdy chce ci pomóc czego nie można powiedzieć o chińczykach - trochę to jak z informatora turystycznego ale tak się naprawdę poczułyśmy - szczególnie gdy przy odprawie przywitała nas muza Chopina ;)) Właśnie wróciłyśmy z 7 dniowego trekkingu po Himalajach (do Annapurna Base Camp) - to była przygoda!!!! - ciężko opisać jeśli ktoś tam nie był (ale naprawdę warto) a gdy stanęłyśmy w Anapurna BC, góry się odsłoniły i cala plejada widoku była dla nas łącznie z zachodem słońca i pełnia księżyca a w bazie tylko my i 2 chłopaków z Szwajcarii których już wcześniej widziałyśmy wiec nas poczęstowali nepalska whysky (jeden z nich pół Polak pół Niemiec mówił po polsku całkiem nieźle!!) - miałyśmy szczęście bo pora monsunowa która trwa nie dala nam się we znaki a zachmurzone i deszczowe niebo było głownie nocą. Mogłyśmy więc brać prysznic nad wodospadami bo temperatura dochodziła do 30 st.C. ! Tylko przez jeden dzień padało nam cały czas ale na szczęście tylko 1 godz. Lalo. Tu jak pada to naprawdę jest ulewa ale butki kupione na Słowacji z myślą o Nepalu kilka lat temu spisały się !!! Jutro kierunek Indie... i niedługo powrót. ;((( |
