img1
img2
img3
img4


 

Tuż po przyjeździe już w hostelu z właścicielem piliśmy czacze - gruziński bimber, całkiem niezły. A od następnego dnia gdy obraliśmy kierunek góry było już tylko lepiej. Winogrona, pomidory i miód mamy w gratisie przy każdym posiłku. W jednej wiosce gdzie robiliśmy zakupy śniadaniowe i udało się nam kupić tylko paró

wki i majonez bo nic innego zjadliwego nie było postanowiliśmy ugotować makaron do zakupionych parówek. Nie zdążyliśmy ugotować wody gdy sklepikarka doniosła nam ich tradycyjne placki chlebowe, pomidory, miód i tradycyjny sos do mięsa ?wszystko w gratisie ? cóż było robić braliśmy i jedliśmy oblizując się przy tym i dzieląc się szczodrze z przydrożnymi kociakami które domagały się swojej doli ;).

 

Po drodze zatrzymała nas również policja dopytują się czy wszystko ok i czy aby nie potrzebujemy pomocy ;) ? taki to kraj ta Gruzja.

 

Wczoraj mieliśmy na koniec niezły podjazd ? bo generalnie jedziemy w górę rzeki ? ale te ostatnie 2h były ostre ;) ? warto było -  nocleg na rozległych pastwiskach z widokiem na Tagiri i wizytą lokalnego dziadka ? który okazał się profesorem ekonomii ? przyniósł nam czym chata bogata ? ser, chleb, pomidory, śliwki i co najważniejsze prawdziwe gruzińskie wino ? całe 4 litry ;). Opowiadał o wszystkim a przede wszystkim wznośił  nadwyraz bogate w słowa toasty za: Boga, pokój, przyjaźń, rodzinę, ludzi a nawet miał być za Stalina  - ale jakoś nie wiedząc czemu zaoponowaliśmy. Zdjęcie profesora z wiaderkiem  wałówki i butlą wina w galerii, no dobrze czas kończyć bo Kaukaz wzywa